| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Daisy **
Dołączył: 03 Maj 2008 Posty: 20
|
Wysłany: Pią Lip 10, 2009 22:24 Temat postu: |
|
|
Do healingtime : może jednak opisz swoją sytuację. moim zdaniem jesteś ciągle chora - ciągle usprawiedliwasz chorą np.
| Cytat: |
| Kolejna sprawa - tak naprawde nie wiesz co dzieje się lub działo w ich związku. Byc może partnerka gościa wcale nie czuła, że się nią interesuje? |
Proszę Cię,Kochana zastanów się co piszesz. Czy to,że ona nie wie czy facet się nią interesuje usprawiesliwia brak chęci leczenia?
| Cytat: |
| A to czy się chce leczyć czy nie chce to pozostawiłabym do rozważenia właśnie tej osbie, która jest chora. |
Jasne,ze dezyzja o leczeniu zalezy tylko od chorego. Ale w tą sytuację jest wmieszany jeszcze zdrowy facet. czy on ma ponosić koszty jej decyzji o trwaniu w chorobie? dlaczego? dziewczyna nie chce się leczyć-jej problem.
| Cytat: |
I pozostaje liczyć na to, że jest na tyle świadoma by użyć wszystkich sił do tego by wyzdrowieć...
|
takie rzeczy to tylko w Erze przeczytaj jeszcze raz wypowiedź tego faceta- ona nie chce się leczyć,miga się od terapii.
| Cytat: |
| I nie traktowałabym wszystkich chorych jak wyrachowanych, bezdusznych osób, które nic tylko chca zakombinować, oszukać a i tak się wyrzygać. |
Dlaczego nie? chorzy tacy są,też taka byłam. W takiej sytuacji żadne wsparcie nic nie pomoże,jeski chora tego nie chce
| Cytat: |
Jeśli zna się obie osoby, jeśli wie się na jakim są etapie, na jakim etapie jest chora i generalnie zna się konkretną sytuację. Stanowczość owszem. Drążenie tematu owszem. Nie koniecznie musi się to wiązać z odejściem osoby, która na pewnym etapie staje się najważniejszą w życiu.
|
tia. generalnie jw. Facet za chorą nie wyzdrowieje. Po co drążyć temat?albo się leczysz albo nie.
| Cytat: |
| Tak przyszło mi teraz do głowy, że jeśli ktoś nie miałby już siły walczyć o chorą to może poprostu by odszedł, a nie pytał czy to dobre posunięcie? |
Chora ma sama walczyć o siebie,o bycie zdrową. Facet nie jest chory,więc dlaczego ma walczyć?i z czym? z jej brakiem chęci leczenia?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
healingtime *
Dołączył: 09 Lip 2009 Posty: 10
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 12:23 Temat postu: |
|
|
do Daisy: 'ciagle jesteś chora - ciągle usprawiedliwiasz chorą' - wydaje mi się, że pod uwagę należy wziąć nie tylko jedną stronę i nie tylko jedno zdanie. I o ile to czy facet się nią interesuje czy nie nie musi wpłynąć na decyzję o leczeniu, tak uważam, że w pewnych kwestiach zainteresowanie problemem bądź co bądź jest ważne. Zainteresowanie, przez co rozumiem nie udawanie, że jak dziewczyna idzie do łazienki to rzyga lub nie rzyga.. Mimo, że rozmowy na ten temat nie należą do najłatwiejszych to mi, mimo złości w danym momencie, dawały poczucie, że ktoś interesuje się tym co ze mną się dzieje i nie udaje, że wszystko jest ok. Rozmowy, czyli drążenie tematu a nie zdawkowe pytanie czy wszystko ok i czy wkońcu pójdzie chora na terapie. I włąśnie rozmowy mogą okazać się zbawienne. Skąd wiem? Z autopsji. Może ktoś w odpowiedzi napisać, że zachowywałam się jak mała dziewczynka i pewnie będzie miał rację.. to jednak, że mi to pomogło jest faktem. I wiem też, że aby podjąć decyzję o leczeniu, na chorą musi wpłynąć 'coś'. Czasem jest to świadomość osiągniecia dna, czasem może to być uświadomienie chorej, że ktoś jest i kocha ją i będzie przy niej, może to być odejście bliskiej osoby, no i wreszcie czasem 'trzeba' zmotywować do walki. Znaleźć ten przysłowiowy hak na życie. Może na to wpłynąć wiele spraw. Jak wyżej i jeszcze więcej.
'Takie rzeczy to tylko w Erze...' O ile pamiętam facet napisał, że dziewczyna powiedziała mu o konkretnym terapeucie, do którego wybierze się po przyjeździe. I nawet jeśli do tej pory jej było nie po drodze, to powiedz czy to jest wyznacznik na całę życie, że już zawsze tak będzie? A może jednak jest już zdecydowana, może nawet robi coś w tym kierunku? W tym przypadku to chyba tylko czas pokarze, czyż nie?
Rozumiem też, że często należy stosować zasadę ograniczonego zaufania do chorej. To czasem choroba decyduje, nie chora. Faktem jest jednak to, iż wiele z nas na jakimś etapie jednak zaczęło wychodzić z bagna, a wtedy ciągłe powątpiewanie w chorą czy na pewno da rade i czy tym razem wyjdzie z tego czy nie na raczej nie pomoże.
'Dlaczego nie? chorzy tacy są, też taka byłam' - też taka byłam mając 15-18 lat. I wiem z własnego doświadczenia, że właśnie wspracie bardzo bliskiej mi osoby i fakt, że okazywała mi ogrom ciepła, zagrzewała do walki, była stanowcza ale nie szantażowała odejściem, pomogło mi wtedy wyjść z ogromnego bagna. I moja chęć leczenia wtedy nie wypłynęła tak od razu ze mnie... Niby chciałam, ale coś ogromną siłą trzymało mnie w chorobie...Regulamin!!! Migotka więc może jednak coś we mnie walczyło o szansę na normalne życie.
Wydaje mi się, że o ile, gdy chora jest sama i budzi się w niej walka o zdrowie to może walczyć sama.. Tak jeśli jest się w związku potrzeba jeszcze chyba czegoś więcej.. Potrzeba nie potrzeba.. Wydaje mi się, że może to być poprostu pomocne. Więc może piszę tu poprostu o sobie i mówię co mi pomogło i co mogłoby pomóc, gdyby taka sytuacja nadal istniała. Wiem też, że nie byłoby to najłatwiejsze na świecie dla faceta.. ale to już jego decyzja. Jeśli ma się męczyć zostając w związku to niech odejdzie. Jeśli chce przeczekać najgorsze chwile z chorą i być przy niej, gdy z tego wychodzi - niech zostanie. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga weteran

Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 510 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 13:01 Temat postu: |
|
|
| Jeśli mogę coś wtrącić... Myślę, że ten dział zdecydowanie nie jest dla Pani healingtime . |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kraa weteran

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 647 Skąd: krk
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 13:38 Temat postu: |
|
|
Healingtime, mi się wydaje, że doradzasz robienie rzeczy, z perspektywy osoby chorej, które są dla cierpiącego na ed po prostu wygodne. Mój lakoniczny komentarz mogę poprzeć przykładem w postaci Twoich słów:
| Cytat: |
| uważam, że w pewnych kwestiach zainteresowanie problemem bądź co bądź jest ważne. Zainteresowanie, przez co rozumiem nie udawanie, że jak dziewczyna idzie do łazienki to rzyga lub nie rzyga.. Mimo, że rozmowy na ten temat nie należą do najłatwiejszych to mi, mimo złości w danym momencie, dawały poczucie, że ktoś interesuje się tym co ze mną się dzieje i nie udaje, że wszystko jest ok. |
nie uważasz, że to karmienie choroby Uzyskiwanie objawami tego, co się chce - zainteresowania, bliskości. Nie kwestionuję, że pomogło Ci takie zachowanie w podjęciu decyzji o leczeniu, ALE ostatecznie może przeszkodzić w zdrowieniu, bo nie będziesz (Ty, czy ktokolwiek inny) zbyt bardzo chciała się żegnać z czymś, co Ci tyyyyyyle daje dobrego.
Nie wiem, jak wyglądało w Twoim przypadku wsparcie rodziny, ale z autopsji zdaję sobie sprawę z tego, że zwykle to, co jest dobre dla choroby (czyt. gadanie o objawach i tym podobne "wsparcie") jest szkodliwe dla chorego... |
|
| Powrót do góry |
|
 |
healingtime *
Dołączył: 09 Lip 2009 Posty: 10
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 14:10 Temat postu: |
|
|
Kraa, jeśli uważasz, że rozmawianie na temat choroby jest jedynie utrudnieniem w zdrowieniu to jest to Twoje zdanie. Nie będę z nim polemizować. Ja piszę szczerze, z punktu widzenia osoby, której kiedyś to pomogło. Ze strony rodziny dostałam użalanie się, obwinianie i spychanie odpowiedzialności na terapeutów. Nie radzili sobie z tym, za co ich nie obwiniam. Ja sama też sobie z tym nie radziłam. Ze strony bliskiej mi osoby dostałam zaangażowanie, nie użalanie się nade mną, a zrozumienie. Nade wszystko cenię sobie szczerość. O manipulowaniu mogłam rozmawiać, gdy żyłam w domu z rodzicami i wszyscy na siebie działali toksycznie. Nie leży w moim interesie dostawanie ciepła przez pielęgnowanie choroby. Nawiasem mówiąc, o wiele więcej dostałam od partnera, gdy objawy choć na chwilę ustawały. Jeśli chora myśli i koncentruje się tylko na sobie i swojej chorobie to o szczerości nie ma co rozmawiać. O współczuciu dla partnera ani tyle. To jednak przychodzi z czasem.. i długa to droga do zdrowienia.
Co innego jak nie rozmowa pomaga podczas terapii? Oczywiście, że osoby nie będące terapeutami nie mają takiej wiedzy i oczywiście nie mają takiego dystansu jak terapeuta... Co jednak nie zmienia faktu, że rozmowa jest podstawą. Nie pomoże Basi czy Zosi, pomoże Ali.. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
daga weteran

Dołączył: 13 Lut 2006 Posty: 510 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 14:28 Temat postu: |
|
|
| healingtime, z całym szacunkiem napisz nam proszę, na jakim etapie zdrowienia jesteś? |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zielona weteran

Dołączył: 18 Sty 2008 Posty: 1271
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 14:30 Temat postu: |
|
|
| kraa napisał: |
Healingtime, mi się wydaje, że doradzasz robienie rzeczy, z perspektywy osoby chorej, które są dla cierpiącego na ed po prostu wygodne. Mój lakoniczny komentarz mogę poprzeć przykładem w postaci Twoich słów:
| Cytat: |
| uważam, że w pewnych kwestiach zainteresowanie problemem bądź co bądź jest ważne. Zainteresowanie, przez co rozumiem nie udawanie, że jak dziewczyna idzie do łazienki to rzyga lub nie rzyga.. Mimo, że rozmowy na ten temat nie należą do najłatwiejszych to mi, mimo złości w danym momencie, dawały poczucie, że ktoś interesuje się tym co ze mną się dzieje i nie udaje, że wszystko jest ok. |
nie uważasz, że to karmienie choroby Uzyskiwanie objawami tego, co się chce - zainteresowania, bliskości. Nie kwestionuję, że pomogło Ci takie zachowanie w podjęciu decyzji o leczeniu, ALE ostatecznie może przeszkodzić w zdrowieniu, bo nie będziesz (Ty, czy ktokolwiek inny) zbyt bardzo chciała się żegnać z czymś, co Ci tyyyyyyle daje dobrego.
Nie wiem, jak wyglądało w Twoim przypadku wsparcie rodziny, ale z autopsji zdaję sobie sprawę z tego, że zwykle to, co jest dobre dla choroby (czyt. gadanie o objawach i tym podobne "wsparcie") jest szkodliwe dla chorego... |
zgadzam sie w 100% |
|
| Powrót do góry |
|
 |
kraa weteran

Dołączył: 30 Gru 2008 Posty: 647 Skąd: krk
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 15:48 Temat postu: |
|
|
hm. O objawach się powinno rozmawiać tylko i wyłącznie z terapeutą... Bliska osoba może szkodzić nieświadomie, Tobie się też mogło wydawać, że Ci pomaga, no bo dawała Ci zrozumienie (zrozumienie czego? rzygania? ), rozmowy o tym, o czym rozmawiać chciała...ś?(Ty czy Twoja choroba?) Dostawałaś zaangażowanie w ed? No ok, może dla Twoich zaburzeń było to dobre, ale czy dla partnera także, skoro dźwigał, jak rozumiem, nie dość, że problemy swoje, to jeszcze Twoje objawy i odpowiedzialność za nie (bo założę się, że czuł się za Ciebie odpowiedzialny)...
Powiedz, jak Ci pomogły rozmowy o chorobie?
Niech zgadnę - czułaś, że komuś na Tobie zależy, że jesteś ważna dla kogoś... czyli wracamy do punktu wyjścia... Fajne te zaburzenia, nie? Rozmowy są ważne, ale nie o chorobie, wiem to po sobie.;] Póki ed były częścią moich rozmów z bliskimi, stałam w miejscu, choć wydawało mi się, że idę do przodu... Przyczyna często tkwi w relacjach z ludźmi i w tym, czego od nich (ludzi) oczekujesz... Jeśli tego nie zyskujesz, próbujesz dostać to ...innymi środkami więc jaka jest korzyść dla zdrowia w otrzymywaniu bliskości i ciepła dzięki chorobie? Żadna, bo wychodzi na to, że chorować się opłaca...
a tak w ogóle, jesteś zdrowa? a przeglądałaś to forum?  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Klaaudiaa doradca ds. fejsbuka

Dołączył: 03 Gru 2007 Posty: 1809 Skąd: Śląsk. Hanysowo.
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 16:19 Temat postu: |
|
|
Heloł, spokojnie
To ja spróbuję uryźć to od innej strony.
Co by było, healingtime, gdybyś wówczas nie miała swojego chłopaka, albo gdyby stwierdził , że odchodzi ( wtedy, teraz - wszystko jedno)?
Myślę, że zaczęłaś przygodę z forum od złego działu, tak jak daga to już zauważyła.
A ta dyskusja jak dla mnie może się ciągnąć w nieskończoność, bo "ty" zawsze dla siebie będziesz wyjątkowym przypadkiem.
Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to jest Dział Dla Bliskich - zaglądają tutaj osoby szukające drogowskazu, sposobu na sukcesywne wspieranie osób zaburzonych.
Twoje posty to posty pisane przez osobę myślącą poprzez zaburzenie - a tym samym - szkodzące i zwodzące tych, którzy przyszli tutaj po pomoc dla bliskiej osoby.
To nie jest dział dla Ciebie, tak samo jak kiedyś nie był dla mnie czy wielu innych tutaj obecnych.
Nie wiem, czy uważasz,że jesteś już osobą zdrową czy nie - ale twój sposób myślenia pokazuje, że obrałaś złą drogę leczenia, coś na kształt "ślepej uliczki".
Jeśli chcesz podyskutować na różne tematy, w tym te nie związane z chorobą, i tym samym przyczynić się do aktywnego funkcjonowania forum - zapraszam do działu "Dla Wszystkich". Tam znajdziesz wiele tematów, spośród których na pewno kilka przydałoby się poczytać i przemyśleć
Ach och dziękuję za uwagę  _________________ Nie jestem dziewicą, ale też nie taką dziwką jak myślisz. I nie zawsze smakuję jak truskawki z bitą śmietaną. |
|
| Powrót do góry |
|
 |
healingtime *
Dołączył: 09 Lip 2009 Posty: 10
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 17:58 Temat postu: |
|
|
Jeżeli brak objawów, Ciach!!! Migotka , prowadzenie w miare mogłoby sie wydawać normalnego życia jak praca, hobby, związek to dla Was choroba.. to ja jednak chcę być chora
Nie mówiłam tu o rozmowach, w których dajemy akceptację na chorowanie. O rozmowach, które utwierdzają w tym, że jednak objawy są dobre bo chora zyskuje uwagę i potrzebne zaangażowanie. Nie tędy droga. Ciach!!! Migotka Jeśli tak podchodzimy do sprawy to ani ze związku nic nie będzie ani z chorej. No i wtedy faktycznie gdzie tu chęć zdrowienia?
Zgodze się z tym, że partner może czuć się obarczony odpowiezialnościa za drugą osobę - stąd jeśli tak się czuje i nie jest w stanie tego udźwignąć - odchodzi. Czy istnieje związek gdzie osoby nie czują się choć trochę odpowiedzialni za drugą? Oczywiście, że choroba obarcza nią jeszcze bardziej.. stąd nie piszę o głaskaniu kotka i udawaniu, że wszystko jest ok. A jeśli nie będzie się rozmawiać to ani partner nie będzie wiedział np co robić lub nie robić, żeby choćby na początku nie pogarszać sytuacji, ani chora nie będzie czuła się dobrze bo będzie wiedziałą, że przed osobą którą kocha ma tajemnice. I nie popadajmy w skrajność. Ciach!!! Migotka
Kiedyś omijałam temat szerokim łukiem. Bo właśnie sądziłam, że nie mogę obarczać tej drugiej osoby. Więc trwałąm sobie tak, dopiero gdy faktycznie zaczęłam otwierać się przed najbliższą mi osobą zauważyłam, że tak naprawde to mi ciążyło na wątrobie. Otwarcie przed drugą osobą pomaga. Co dziwne, dowiedziałam się też, że on nie wiedział co zrobić bo ja unikałam tematu. Odkąd zaczeliśmy rozmawiać i on wie więcej i oszczędziło to dodatkowych nerwów. Wtedy też mogłam usłyszeć jak partner czuje się, gdy robie tak i tak. Partner nie będzie terapeutą. I to jest oczywiste. Jak dla mnie przynajmniej |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Zadziolka weteran

Dołączył: 17 Cze 2006 Posty: 2228 Skąd: NAAS
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 18:05 Temat postu: |
|
|
Healingtime - jestem kolejna osoba zwracajaca Ci uwage, ze ten dzial nie jest dla Ciebie.
Ta dyskusja nie prowadzi do niczego konstruktywnego! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Neferiti Niezłomna Oportunistka


Dołączył: 26 Lut 2005 Posty: 4834
|
Wysłany: Sob Lip 11, 2009 22:27 Temat postu: |
|
|
Zamykam temat, bo jak zauważyła Zadziolka, nie prowadzi on do niczego konstruktywnego.
Dziewczyny literalnie wytłumaczyły dlaczego rozmawianie o objawach jest szkodliwe, nic więcej dodawać tu nie trzeba, wierz im bądź nie, ale nie zapominaj, że to właśnie wśród nich są zdrowe osoby.
Amen. _________________ Ceterum censeo Carthaginem delendam esse! |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Mam nadzieję, że strona poświęcona problemom z jakimi wiąże się
anoreksja, bulimia i inne ED oraz to forum - również poświęcone tematyce zaburzeń odżywiania
(bulimia, anoreksja, otyłość) okazały się pomocne. Mam również nadzieję, że bulimia i anoreksja
przestaną być problemem - a Wy nie przestaniecie być gośćmi glodne.pl.
do zaindeksowania | Randki | terapia
phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
|