Anoreksja, Bulimia


forum dyskusyjne 

ProfilProfil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości
ZalogujZaloguj
RejestracjaRejestracja

Anoreksja

,

bulimia

, kompulsywne objadanie się, jedzenie nałogowe, nadwaga, otyłość - zaburzenia łaknienia da się wyleczyć. Forum jest dla dotkniętych przez zaburzenia odżywiania, ich rodzin i znajomych. Terapia jest niezastąpiona - jednak to forum może pomóc znaleźć odpowiedzi na pewne pytania. Pomóc zrozumieć czym jest anoreksja, bulimia czy inne zaburzenia łaknienia i jak zacząć żyć, by stały sie niepotrzebne.
Problem z założeniem konta? Nie dostajesz potwierdzenia rejestracji? Pisz koniecznie: bartek_s
Informacja o grupach w Warszawie!
SzukajSzukaj
    UżytkownicyUżytkownicy    GrupyGrupy  FAQFAQ  

--> Regulamin Forum
Zapraszamy na stronę: www.glodne.com

Rozstanie.
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Glodne Strona Główna -> Dla Wszystkich
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Klaaudiaa
doradca ds. fejsbuka


Dołączył: 03 Gru 2007
Posty: 2670

PostWysłany: Pon Lip 30, 2012 18:13    Temat postu: Rozstanie. Odpowiedz z cytatem

Trzeci raz zbieram się do założenia tego tematu. Brakuje mi takiego konkretnego, dośc wątków zaśmieciłam chyba.
Nie wiem czy to dobry pomysł, ale też może nie jest zły.

Przeżywam rozstanie od 7 miesięcy, mimo upływu czasu czuję się jakby zostawił mnie wczoraj.
Chociaż nie - wtedy jeszcze żyłabym iluzją, że związek ten miał dla niego jakieś znaczenie.

Dwa lata to nie dużo, ale wystarczająco żeby bezgranicznie pokochac i podac się na tacy, zaufac. Odsłonic się i pokazac zarówno od tej dobrej, jak i złej strony, choc w sumie chyba nie miałam nic do ukrycia, na samym początku wylałam kawę na ławę w teorii i praktyce bojąc się, że się potem może rozczarowac i poczuc oszukany.

On był/jest nadal moją pierwszą wielką miłością, każdy kiedyś taką miał - mnie się przytrafiło po wielu luźniejszych związkach w wieku 21 lat.
Ja? Ja dla Niego niestety byłam tylko przygodą, którą zakończył kiedy zaczęło układac się nieidealnie i spokojnie rozpoczął dalsze życie beze mnie, bez problemu.
Obwiniałam jego,obwiniałam siebie, potem znowu siebie, racjonalizowałam i przeżywałam, żałowałam i wściekałam się. Próbowałam zrozumiec.

Nie będę tutaj się rozwodzic na temat tego związku. Chciałabym porozmawiac o rozstaniu - jak je przeżyc i czy to w ogóle możliwe, może ktoś ma jeszcze coś mądrego do powiedzenia na ten temat.

Nie słuchałam, kiedy ostrzegano mnie przed dalszym utrzymywaniem kontaktu - doprowadziło mnie to do zapewne największej traumy w życiu i utraty jakiegokolwiek szacunku do siebie samej.

Po tak długim czasie nadal jest ostatnią myślą, z którą zasypiam i pierwszą, z którą się budzę, i która towarzyszy mi cały dzień.
Mimo, że dawno jest pozamiatane, człowiek ma mnie za nic i totalnie gdzieś, nowe życie - za niedługo zapomni jak się nazywałam, ja w dalszym ciągu nie jestem w stanie się otrząsnąc i żyję w jakimś patologicznym cierpieniu,którego końca nie widzę.

Terapia, praca, plany na przyszłośc. Wszystko jest, ale co z tego, skoro każdego ranka wstaję ze łzami w oczach i tym dziwnym uczuciem ogromnego strachu, trwogi "ściskającym" wszystko od środka.

Powoli zaczynam winic się za to, że jeszcze się nie pozbierałam. Docierające do mnie nowe wiadomości z życia M. są jak strzały prosto w ryj i bolą. Im dłużej to trwa, tym bardziej jestem wyczerpana i sponiewierana, tym bardziej skrzywdzona się czuję.

Wiem, że nie istnieje żaden sposób, że trzeba przeżyc, że wszystko trwa. Rozmawiałam z paroma mądrymi osobami, usłyszałam trochę mądrych słów.
Pomyślałam, że może jest ktoś, kto będzie chciał się podzielic swoim doświadczeniem albo ktoś, kto wniesie jakieś świeże spojrzenie czy konstruktywną myśl.
W końcu każdy się pewnie rozstawał, a jak nie to się pewnie kiedyś rozstanie (nie stac mnie na optymizm w tej kwestii aktualnie) i jest to zawsze temat na czasie,takie mam wrażenie.

Czułam potrzebę założenia tego tematu, zrealizowałam ją i zobaczymy, co dalej.
Zawsze można zamknąc.
_________________
Tylko trawa głaszcze stopę, która ją depcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Kaś
Moderator
Moderator


Dołączył: 17 Mar 2005
Posty: 1294

PostWysłany: Wto Lip 31, 2012 8:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Faktycznie brakowało takiego tematu, choć temat sam w sobie jest trudny.

Klaaudiaa, a czy Tobie było by lepiej, gdyby istniała taka możliwość nie utrzymywania kontaktu ze sobą? czy to by Ci pomogło?

Obecnie mam nadzieję się nie rozstawać, choć gdzieś tam z tyłu głowy już obił się ten pomysł, że tak może się skończyć. W sumie to nawet nie pomysł, a pewna obawa. teraz jest dobrze i niech tak zostanie.

Swój ostatni związek sama zakończyłam. Początkowo myślałam, że skoro to moja decyzja, będzie mi łatwiej poukładać sobie myśli po rozstaniu. Byliśmy ze sobą ponad 4 lata, a po rozstaniu początkowo utrzymywaliśmy kontakt, co nie było dobrą decyzją. Wzajemnie śmieciliśmy sobie w życiu, pojawiała się niezdrowa atmosfera. Miałam wręcz wrażenie, że to tak, jakbyśmy ciągnęli jakiś niemożliwy związek, nie dając sobie miejsca na przemyślenie tego co się wydarzyło.

Czasem kiedy mogłam przeżyć to rozstanie był moment, gdy kompletnie zerwaliśmy ze sobą kontakt na kilka miesięcy. Dopiero wtedy mogłam utwierdzić się w słuszności swojej decyzji, w tym, że mogę żyć bez niego. To w sumie był też czas, gdzie pojawiały się myśli: teraz zostanę sama. Dodatkowo myśli te utwierdzał fakt, że faktycznie nikt sie nie pojawiał. W sumie trudno aby się ktoś wtedy pojawił, skoro sama raczej tego nie chciałam.

Na to, aby poukładać sobie myśli po tym związku, ochłonąć i dopuścić do siebie myśl, że ktoś inny może się pojawić potrzebowałam 1,5 roku. Nie wiem czy to dużo czy mało, to był po prostu okres czasu dla mnie niezbędny.

Obecnie czasem się widujemy, czasem rozmawiamy i jest to zwyczajne. Nie wzbudza już we mnie niezdrowych emocji, nie ciągnie mnie też do niego ale też nie pozwalam, aby tego kontaktu było za wiele, rzadko go inicjuje. W ogóle jak patrzę na to rozstanie z perspektywy czasu, to mogę stwierdzić, że mimo pewnej nie zdrowej atmosfery, nie było to jakoś toksyczne rozstanie. Były emocje, łzy, smutek, wątpliwości i żal - ale te są całkiem naturalne w takim momencie.
_________________
Naszymi największymi wrogami są strach przed zmianą i absurdalne ograniczenia, które sami sobie wymyślamy w imię konwenansów wymyślonych przez społeczeństwo...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Klaaudiaa
doradca ds. fejsbuka


Dołączył: 03 Gru 2007
Posty: 2670

PostWysłany: Wto Lip 31, 2012 12:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kaś napisał:
Klaaudiaa, a czy Tobie było by lepiej, gdyby istniała taka możliwość nie utrzymywania kontaktu ze sobą? czy to by Ci pomogło?

Niestety w tej relacji, jeszcze w trakcie związku, zawsze to ja byłam stroną potrzebującą intensywniejszego kontaktu.
Zaraz po zostawieniu mnie wszystkie spotkania były co prawda wspólną inicjatywą, może nawet bardziej Jego , natomiast po pewnym przełomowym wydarzeniu (gdzie w pewnym momencie eksplodowałam i jasne się stało, że obecna relacja mnie zniszczyła) nie spotykaliśmy się w ogóle.
Miałam wtedy do Niego żal, że po prostu uciekł, z drugiej strony była to też chwila wytchnienia, o ile w ogóle można ten czas tak nazwac.
Kontakt musiał się nawiązac w związku ze zbliżającym się sezonem rowerowym. Może i nie musiał, ale prawdopodobieństwo spotkania wisiało w powietrzu.
Pamiętam ten moment, kiedy przypadkiem spotkaliśmy się w trakcie serwisowania swoich rowerów u wspólnego znajomego i jak bardzo słabo wyszło nam udawanie przez kilka godzin, że się nie znamy.
Wtedy znowu coś ruszyło, jakieś góry jakieś rowery, jakieś spotkanie na mieście, wtedy zaczęło jeszcze bardziej bolec bo po niepowodzeniu błyskotliwego projektu "przyjaciele" (zjedz ciastko i je zachowaj) on uruchomił bezpieczny projekt "Nikt" i traktował mnie jakbyśmy nigdy nic razem wspólnie nie przeżyli.

Na początku myślałam, że to po to żebym nie miała już żadnych wątpliwości, żebym znowu bardziej nie cierpiała. Potem się okazało, że niestety po prostu nie byłam nikim ważnym i jestem tylko przelotną chwilą, o której tak łatwo zapomniec.

Dotychczas wystarczała głupia wiadomośc od Niego, żebym niczym narkoman na głodzie szukała potem kontaktu i chociaż cienia szansy na to, że byłam kimś ważnym.
Ostatnio bardzo boleśnie zderzyłam się z rzeczywistością, w 12 godzin na wszelkie możliwe sposoby. Wszystko, czego bałam się sobie uświadomic, uświadomił mi On, bez żadnych skrupułów.

Czasami mam wrażenie, że on czerpie jakąś satysfakcję i mocno podbudowuje swoje i tak naprawdę baaaardzo wybujałe ego tym, że ja widzę w nim wszystko, a on we mnie nic. Że nadal ma władzę.
Za każdym razem czułam, że on jest we wszystkim lepszy, że lepiej żyje, ma lepsze plany i w ogóle przy nim to moje życie jest jednym wielkim bezwartościowym i bezcelowym gównem.

Przez przypadkowym spotkaniem w pracy podjęłam decyzję o zerwaniu kontaktu. Po wydarzeniach przedwczorajszych wiem, że muszę to zrobic bo jest to jedyne normalne wyjście z tej sytuacji.
_________________
Tylko trawa głaszcze stopę, która ją depcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
nicka
weteran


Dołączył: 07 Kwi 2010
Posty: 772
Skąd: wiem gdzie się obudziłam ale nie wiem gzie zasnę

PostWysłany: Pią Sie 10, 2012 2:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaudiaaa nawet nie wiesz jak niesamowitym zbiegiem okoliczności jest to, że właśnie ryczę wchodząc na to forum z powodu rozstania i widzę Twój nowy wątek.

Nie potrafię wypowiedzieć się inaczej niż na własnym przykładzie.
Mówisz DWA LATA to nie dużo.. dziewczyno to cały kosmos, to mega długo, to już nie jest związek na chwile.

Ja mam 23 on 22.
Pierwsza relacja, pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, pierwsze plany.
Dla mnie to było nudne. Potrzebowałam emocji, rozstań, jego zapewnień o miłości, pędu życia, wiatru we włosach.
Traktowałam go jak zabawkę, rzucałam go, później pozwalałam mu wracać. i tak w kółko.
W końcu postawiłam wszystko na jedną kartę stanowczo powiedziałam KONIEC, mimo iż on był, trwał... miał nadzieje. Stał się ' przyjacielem'. Na jego oczach całowałam się i przytulałam z innym. Na jego oczach tworzyłam nowy związek, a mimo wszystko on trwał przy mnie z nadzieją że coś się zmieni.
Poznałam dziewczynę, coś między nami iskrzyło, przyjaźń, flirt, niezobowiązujące pocałunki. Byłyśmy na prawdę na bardzo przyjaźnio-intymnej stopie.
Powiedziałam jej o moich planach powrotu do ex. Doradzała że super, że pewnie, rewelacja. A za chwilę mnie wyprzedziła i dowiedziałam się o tym gdy przyszli RAZEM na ognisko i zaczęli się całować na moich oczach. Myslałam że umrę, mimo iż miałam 'tego obecnego mojego' przy swoim boku. Świat mi się zawalił, zerwałąm z obecnym próbowałam odpić 'przyjaciółce' mojego ex. Byłam jak w amoku, płakałam, ryczałam, wpadałam w histerię. Kiedyś jak patrzyłam na takie kobiety, to śmiałam się jak one moga tak kogoś kochać, jak mogą tak się zachowywać.
Mój ex, oczywiście mnie olał, ja pisałam mega długie wypociny na fejsie z nadzieją że przez wzgląd na stare czasy on do mnie wróci ale on totalnie mnie olał. Mieliśmy jeszcze epizod gdy spotkaliśmy się przypadkiem na jednej z imprez, próbował wskórać jakiś pocałunek, jakiś 'powrót' ? ale rozeszło się tak szybko jak się pojawiło.

No i co, mijają dwa lata, przyjaciółka rozstała się z nim po miesiącu, próbowała odbudować naszą relacje ( odbudować, tzn. napisała wiadomość na fejsie, że chciałaby się spotkać i przeprosić) lecz ja nie byłam w stanie na nią spojrzeć, mimo iż to nie była zwykła koleżanka.
Ex, totalna wyjebka, z codziennych smsów, telefonów, spotkań, zostało mi nic, totalnie nic. Ani przyjaciółki ani jego. Próbowałam wyjechać, próbowałam zapomnieć, Boże święty, jak mam zapomnieć CAŁY ROK szczęscia i kolejne pół gdy był obok...

właśnie siedze w pracy i serce mi pęka. Ledwo opanowałam się od napisania mu wiadomości typu " co się z nami stało'
czy żartobliwie " może pożyczysz mi jakiś film" ( w nawiązaniu do naszego poznania się)
Ale przeciez już próbowałam TYLE RAZY. przecież mnie OLAŁ , przecież mnie nie chce... miał już chyba inne kobiety, gdy jego kolega mi o tym powiedział czułam że uginają się pode mną nogi.

Ale przeciez ja teraz jestem w związku, kocham mojego obecnego faceta ale kocham tez tamtego ? Czy kocham tylko wyidealizowany jego obraz ?

Nie chce się pogrążać, nie chce się upokarzać ale mam nie odparta ochotę napisac mu że tęsknie że go potrzebuję...
może powinnam ?
ale przeciez robiłam to już tyle razy, pisałam takie rzeczy...
Już minął ponad rok, nie wiem czy chce sobie komplikowac znowu życie, nie chce by o mnie źle myślał.

Już daaawno zaparłam się, że nigdy więcej nie dam się tak upokorzyć, ale teraz jestem pewna że jakny przyszedł z kwiatami i przeprosił, to pękłabym jak bańka mydlana....


Nie chciałabym aby przeczytał to mój obecny facet, było by mu bardzo przykro a ja go kocham...

jezu jakie sprzeczności.
_________________
Fakt że nie mam racji, jest dla mnie ciężki do zniesienia.
Ciężki ale do zniesienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Klaaudiaa
doradca ds. fejsbuka


Dołączył: 03 Gru 2007
Posty: 2670

PostWysłany: Nie Sie 19, 2012 20:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

nicka kochasz ich obu? można tak?

To bardzo trudna sytuacja bo oszukujesz chcąc nie chcąc swojego obecnego faceta, z drugiej strony nie masz wpływu na to co czujesz. Ja bym sama nie wiedziała, co zrobic i jak się zachowac, chociaż ja na pewno nie jestem w stanie kochac dwóch naraz (dlatego też się zapytała, czy na pewno to jest miłośc z Twojej strony).

A może byc tak, że tamten poprzedni wydaje ci się teraz tym jedynym najwłaściwszym bo przestał za Tobą gonic, zapomniał i zaczął własne życie i trochę dostałaś po tyłku ?

J
_________________
Tylko trawa głaszcze stopę, która ją depcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
inside
*****


Dołączył: 18 Cze 2007
Posty: 327
Skąd: z kąta

PostWysłany: Nie Sie 19, 2012 22:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaudiaa...zmroziło mnie "podanie się na tacy"......
ja czuję, ze rozstanie jest przede mną...znowu
...znowu...
z jednej strony tak bardzo chcę się podać na tacy a z drugiej ...w moim rozumieniu bycie z kimś i rozstanie wiąże się z utratą siebie. Taką bezpowrotną utratą. Ze wstydem, z porażką, ...z ubytkiem, ze STRATĄ.

czuję oddech tego poczucia straty na swoim karku i tak cholernie się tego boję. A jdnocześnie WIEM ze to nieuniknione.


Nie umiem teraz napisać nic innego w temacie jaki założyłaś.
Może tylko, ze od niedawna też jestem na etapie "rozstawania się"...tak czuję mimo, ze nie mówimy o tym...ale coraz dalej nam do siebie i wydaje mi się to nieuniknione. Choć oboje tego nie chcemy.
_________________
na kamieniu kamień, szumy z trzasków...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
zojka
zabanowana na amen :-)


Dołączył: 27 Maj 2004
Posty: 3211
Skąd: wwa

PostWysłany: Czw Sie 23, 2012 6:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaaudiaa, Nicka, naprawdę bardzo mi przykro Confused Trzymajcie się ciepło. I Ty Inside również się trzymaj w swojej niełatwej sytuacji.

Klauudia, chciałabym Ci coś powiedzieć mądrego, ale sama jestem kiepska zupełnie w rozstaniach. I czasem te sytuacje przeciągam dużo za długo. Nowego nic nie dodam, tylko dorzucę coś od siebie w kwestii kontaktu. Na wcześniejszych oraz ostatnim przykładzie bardzo mi pomogło ruszyć do przodu zerwanie go i wyłączenie się z ich / jego życia (czyli blokada na dowiadywanie się "co tam u niego słychać"). Co oczywiście łatwe nie było, dla mnie tym bardziej w ostatnim przypadku (ostatni związek miałam z chłopakiem uzależnionym, także wręcz cisnęło mi się nie raz zadzwonienie / zapytanie, czy w ogóle jeszcze żyje chociażby). No i tym ostatnim razem pomogła nie ukrywam zmiana miejsca, która zdarzyła się przy okazji - chociaż wcześniej obywało się bez zmiany miejsca i też w końcu zostawiałam historię tam, gdzie jej miejsce - czyli za sobą. I zajęcie się sobą zawsze mi pomaga. Tym razem też pomogło - co tym bardziej z dala od domu trudne nie było - i wyjazdy, i wychodzenie do nowych ludzi, i nowe znajomości. I się nagle okazało, że to, co było, już naprawdę nie jest takie wyraźne ani nawet potrzebne. I nawet niepostrzeżenie zrobiła się przestrzeń i wizja Czegoś nowego Smile. Ściskam Cię mocno Klaaudiaa!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Selma
weteran


Dołączył: 05 Gru 2005
Posty: 1420

PostWysłany: Wto Paź 09, 2012 18:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Utknęłam
Ciągle grożę rozstaniem i tego nie robię.
Straszę wręcz i nic. Jestem przez to dodatkowo co raz mniej szanowana.
Boje sie rozstania, on nie chce isc na terapie, czuje ze sami nie jestesmy w stanie nic zmienic.
"Przerwa" w związku? Zawsze mi sie to głupie wydawało. Próbował ktoś?
_________________
“Ever tried. Ever failed. No matter. Try Again. Fail again. Fail better.” (S. Beckett)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Kaś
Moderator
Moderator


Dołączył: 17 Mar 2005
Posty: 1294

PostWysłany: Wto Paź 09, 2012 19:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A chciałabyś, aby na co pozwoliła ta przerwa, na co dała szansę?


Próbowałam przerwy w ostatnim związku. Ze swojej perspektywy mogę napisać, że mi taka przerwa ułatwiła decyzję o rozstaniu. Długo się wahałam, miałam wątpliwości czy starać się jakoś budować tę relację, czy zrezygnować. Podczas takiej przerwy miałam czas aby sobie na spokojnie przemyśleć, zastanowić się, czego potrzebuje i co będzie dla mnie dobre. Co najważniejsze, z dystansu spojrzeć na tą relację.

Nie wiem jakby było, gdybyśmy nie zrobili tej przerwy, nie wiem czy to by sprawiło, że byłoby inaczej. Tamten związek się skończył i czuję, że była to dobra decyzja. Obecnie jestem w innym związku, tutaj czuję się bezpiecznie.

Długo zanim skończył się tamten związek, czułam jakbym była sama. Teraz czuję (co jest dla mnie bardzo ważne), że jesteśmy razem.
_________________
Naszymi największymi wrogami są strach przed zmianą i absurdalne ograniczenia, które sami sobie wymyślamy w imię konwenansów wymyślonych przez społeczeństwo...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Selma
weteran


Dołączył: 05 Gru 2005
Posty: 1420

PostWysłany: Wto Paź 09, 2012 19:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na moje oswajanie sie z samotnością..
Niestety głównie chciałabym żeby on przejrzał na oczy, jeśli mu zalezy to trzeba się bardziej postarać, jeśli nie dość no to..
_________________
“Ever tried. Ever failed. No matter. Try Again. Fail again. Fail better.” (S. Beckett)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Klaaudiaa
doradca ds. fejsbuka


Dołączył: 03 Gru 2007
Posty: 2670

PostWysłany: Wto Paź 09, 2012 20:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Też kiedyś myślałam, że tzw."przerwy w związku" mogą byc korzystne, dopóki nie zaczęło to dotyczyc mnie i mojej relacji z partnerem/partnerką.

Teraz, moim zdaniem, robienie sobie przerwy to uciekanie od problemu pod pretekstem ratowania związku czy też każdym innym.
Jeżeli coś się wali to trzeba wspólnie nad tym pracowac od razu.
Inaczej nie ma sensu.

Co do pragnienia, żeby partner przejrzał na oczy i zdobył się na jakąkolwiek głębszą refleksję to się nie wypowiadam,bo sama nigdy się tego nie doczekałam.
Ale ja jestem emocjonalnie szurnięta, On też choc nie chciał nawet o tym słyszec, o ile ja byłam otwarta na wszystko byle tylko było lepiej, On miał to w dupie bo nie miał sobie nic do zarzucenia, także to nie miało prawa trwac.
_________________
Tylko trawa głaszcze stopę, która ją depcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
morningdew
weteran


Dołączył: 01 Kwi 2010
Posty: 1002
Skąd: twin peaks

PostWysłany: Pon Paź 29, 2012 20:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaaudiaa napisał:
Też kiedyś myślałam, że tzw."przerwy w związku" mogą byc korzystne, dopóki nie zaczęło to dotyczyc mnie i mojej relacji z partnerem/partnerką.

Teraz, moim zdaniem, robienie sobie przerwy to uciekanie od problemu pod pretekstem ratowania związku czy też każdym innym.
Jeżeli coś się wali to trzeba wspólnie nad tym pracowac od razu.
Inaczej nie ma sensu.


^ to, to.
próbowałam przerwy w ostatnim związku. był to zły pomysł, który wprowadziłyśmy w życie trochę ze strachu, trochę z wygody. wiedziałam, że to nie przetrwa, ale nie miałam odwagi na całkowite rozstanie. tak było bezpiecznie a druga osoba wciąż wydawała się być na wyciągnięcie ręki. koniec końców ów przerwa była emocjonalnym rollercoasterem i torturami, które skończyły się w od początku wiadomy dla mnie sposób.
żadna z nas się przez ten czas nie zmieniła, nikt za nas problemów nie rozwiązał, nie nastąpiło też ekspresowe przebiegunowanie ziemi. to by było zbyt łatwe.
_________________
the maestro says it's mozart but it sounds like bubble gum ♫.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
nicka
weteran


Dołączył: 07 Kwi 2010
Posty: 772
Skąd: wiem gdzie się obudziłam ale nie wiem gzie zasnę

PostWysłany: Pon Mar 11, 2013 20:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A ja wybrałam - i nie żałuję. Obecny partner mimo iż się kłócimy jak wściekłe koty to daje mi dużo dużo radości i lekko ze mną nie ma Wink

a więc można
_________________
Fakt że nie mam racji, jest dla mnie ciężki do zniesienia.
Ciężki ale do zniesienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sjevna
***


Dołączył: 26 Lip 2011
Posty: 86

PostWysłany: Sro Mar 13, 2013 22:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zgadzam się. Przerwy w związku to tak naprawdę chęć zmiany, ale zbyt duży strach, żeby jej dokonać. Potrzeba takiego zabezpieczenia, że jakby co, to można się wycofać. A zazwyczaj jeśli już są takie myśli, to wycofanie jest najgorszym wyjściem.

Powiedzcie mi, czy to jest okej? 8 lat byłam non-stop w związku (z wyjątkiem na 3-miesięczną przerwę po 4 latach na "zmianę" partnera) i teraz rozstałam się po kolejnym związku. Przed pierwszym z nich miałam właściwie 14 lat, więc byłam dzieckiem. Ciężko mi nauczyć się żyć bez kogoś obok, bo to bardzo "nie moje". Mimo bólu, jaki mi towarzyszy(ł) teraz, po rozstaniu podświadomie kogoś szukam. Jednocześnie mam jakiś dziwny dar do przyciągania osób, które odpowiadają moim wyobrażeniom. i tak dziwnym sposobem poznałam człowieka, który wręcz idealnie wpasowuje się w 'szablon'. Jestem niesamowicie ciekawa co dalej z tą znajomością będzie. Jeśli potoczy się to wszystko tak, jak w mojej głowie, to zamiast 3 miesięcy tym razem będą 3 tygodnie przerwy. Boję się, bo poprzednio podświadomie znalazłam osobę, która była przeciwieństwem poprzedniego partnera. Tym razem jest tak samo, ale i wszystko bardziej odpowiednie jest do moich cech... (wybaczcie ten słowotok, ale musiałam to z siebie wylać).
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
akanenai
****


Dołączył: 03 Mar 2011
Posty: 180

PostWysłany: Czw Mar 14, 2013 23:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pardon że tak prosto z mostu, ale... to, co opisałaś jest "ok" w tym sensie, że nikogo tym nie przecież nie krzywdzisz. No, i wydaje mi się, że to co opisujesz nie jest też jakieś "patologiczne", "nienormalne"- a więc jest ok. W kwestiach "czy to jest ok mieć tak krótką przerwę", to ja kiedyś miałam ledwie dwutygodniową, i nie żałuję, więc co mam powiedzieć? Wink Ale oczywiście pojęcia nie mam, czy w twojej sytuacji nowa relacja to dobry pomysł, czy nie.
I fajnie, że się zastanawiasz nad tym, że nie miałaś okazji "pobyć sama", że nie chcesz angażować się w związek żeby odwrócić swoją uwagę od siebie.
Ale nikt nie powie, czy powinnaś się zaangażować, czy nie, bo tylko ty sama masz szansę wyłapać, co czujesz. Od tego bym zaczęła na twoim miejscu, od ponazywania emocji, jak się czujesz po tamtym rozstaniu, jak się czujesz nie będąc w związku, co czujesz do tego nowego obiektu zainteresowań... Wink Czy trochę chciałabyś się z nie-byciem-w-związku zmierzyć, sprawdzić, jak ci z tym jest. Wydaje mi się, że określenie tego, co jest, "jak teraz czuję i przeżywam", może być bardziej pomocne, niż szukanie wzorca "ja znajduję takich a takich ludzi". Pewnie jak się w siebie wczujesz, to będziesz w stanie wyłapać, co dla ciebie jest ok, a co nie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu       Forum Glodne Strona Główna -> Dla Wszystkich Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

Mam nadzieję, że strona poświęcona problemom z jakimi wiąże się anoreksja, bulimia i inne ED oraz to forum - również poświęcone tematyce zaburzeń odżywiania (bulimia, anoreksja, otyłość) okazały się pomocne. Mam również nadzieję, że bulimia i anoreksja przestaną być problemem - a Wy nie przestaniecie być gośćmi glodne.com. do zaindeksowania | | terapia

phpBB © 2001, 2002 phpBB Group